Technologia, lenistwo, zachowanie

Dlaczego tak często odbieramy wszystko powierzchownie? Czy rozwój technologiczny i ogólne ułatwienie życia, zwiększenie wygody życia powoduje spłycenie myślenia? A może jest to coś naturalnego i tylko niewielki odsetek ludzi stara się zgłębić, to co dzieje się w ich otoczeniu.
Łatwo jest ulec wrażeniu, że to za sprawą poprawy komfortu życia stajemy się bardziej leniwi zarówno fizycznie jak i umysłowo. Jednak lenistwo wydaje się być czymś naturalnym dla człowieka. Biorąc pod uwagę rozwój nauki, sztuki oraz innych dziedzin życia, okazuje się, że wszystko było dokonywane przez dość nieliczne grono osób, które podejmowały trud rozmyślania i analizowania sprawy. Często w drodze do nowych odkryć ludzie bładzili gubiąc się w rozmaitych teoriach, ale ostatecznie w wielu przypadkach znalazł się ktoś potrafiący połączyć wszystko w całość. Niezależnie czy chodzi o osobę, która zaimowała się daną sprawą od początku, czy był to jakiś następca, zawsze chodzi o osoby podejmujące wyzwanie. Wyzwanie zgłębienia tematu. Gdy mamy do dyspozycji lub do wyboru dostać coś gotowego, bez wysiłku, znacznie częściej i w zdecydowanej większości decydujemy się na takie właśnie rozwiązanie. Prowadzi to tylko do zaspokojenia potrzeb i przyjemności. To może oznaczać, że wnikliwe myślenie, nie tyle jest bolesne co nieprzyjemne. Z drugiej jednak strony, stosunkowo często lubimy wyzwania i konkurowanie, ale dzieje się tak w przypadku, gdy będziemy mogli poczuć się lepsi, gdy spowoduje to przyjemność, gdy zostanie w jakiś sposób nagrodzone. Badając różne zagadnienia możemy otrzymać odpowiedź, daleką od przyjemnej lub satysfakcjonującej. Czy to jest powodem, dla którego wolimy pominąć szukanie głębi znaczenia, tego z czym mamy do czynienia i zwyczajnie cieszyć się powierzchownością wszystkiego? Nie rozwijając się intelektualnie, przyjmując wszystko w najprostszych formach nasze reakcje i powody działania ujawniają jak blisko nam do zwierząt. Czy samo korzystanie z technologii wystarczy aby uciec od zezwierzęcenia, czy może w niektórych przypadkach ludzie zachowują się gorzej niż byłoby w stanie zachować się najdziksze zwierzę? Motywy zwierząt są proste i logiczne, które można podsumować bardzo krótko: celem zwierzęcia jest zapewnienie sobie i potomstwu przetrwania, na co składają się pewne określone zachowania.
Ludzie często wykazują pęd do destrukcji jak i do autodestrukcji i często przedkładają zaspokajanie przyjemności nad przetrwanie. W takim porównaniu, zwierzęta pomimo braku technologii i kultury wydają się być lepiej rozwinięte od człowieka. Dlaczego ludzie z całą swoją inteligencją kierują się prymitywnymi instynktami i rządzami, myśląc przy tym w tak bardzo ograniczony sposób, co sami jako rodzaj ludzki udokumentowaliśmy podczas przemijania wielu kolejnych pokoleń.
Kiedy i w jakich warunkach człowiek zaczyna psuć się intelektualnie?
Walki zwierząt o teren nie przynoszą tak opłakanych strat, jak walki ludzi zarówno o teren jak i o bogactwa i władzę. W każdym zwierzęcym stadzie prawdopodobnie jest jakaś hierarchia, podobnie jak u ludzi. Główna różnica leży w ich funkcjonowaniu. Oczywiście i zwierzęta potrafią być okrutne i brutalne w obrębie własnego gatunku, ale człowiek w takich sytuacjach, często wchodzi na zupełnie inny poziom. Można by powiedzieć, że okrucieństwo jest swego rodzaju defektem umysłowym i potrafi objawić się u każdego jeśli zaistnieją odpowiednie okoliczności. Ponownie zgłębianie sytuacji, wydaje się być rozwiązaniem i środkiem zapobiegawczym takim sytuacjom.
Równie często marzymy o jakiejś utopii, każdy ma własną wizję, a jedynym rozwiązaniem jest kompromis. Kompromis natomiast wyklucza istnienie utopii. To oznacza, że utopia jest tak samo nieosiągalna jak osiągnięcie stanu idealnego, a jednocześnie wydaje się, że należy dążyć do obydwu stanów, kierując się rozsądkiem.

Czas

Czas
Czym jest czas?
To co określamy mianem “czasu” jest bardzo szerokim terminem i ciekawym zagadnieniem i podobnie jak Wszechświat, trudne do wyobrażenia.
Posiadamy miary czasu, ale czy rzeczywiście jest to mierzalne? Co tak naprawdę określamy i czy przypadkiem samo pojęcie czasu nie jest miarą. Oczywiście czas nie może być miarą siebie samego, byłoby to trochę tak, jak gdybyśmy chcieli powiedzieć godzina godziny, lub rok roku. Równie sensowne jest używanie zwrotu rok czasu, a jednak dość często spotykane w wypowiedziach.
Jeśli czas jest miarą, to co mierzy?
Przemiany.
To nie przemiany zachodzą w czasie. To czas pozwala nam mierzyć zachodzące przemiany. Wszystko nieustannie podlega przemianom. Często proces ten nazywamy starzeniem i może być to pomocne w określeniu mechanizmu przemian i ich miarą jaką jest czas.  Jako, że pojęcie czasu jako elementu samo istniejącego jest kłopotliwe, a to przede wszystkim, ze względu na ludzką naturę i potrzebę do określania wszystkiego, to też stworzyliśmy sobie, różne pojęcia czasu, dostosowane do naszych potrzeb. Nie chcą się one zgadzać z wymyślonym przez człowieka systemem, więc staramy się wprowadzać korekty i udoskonalenia, tego do czego się przyzwyczailiśmy. Być może w obawie, że Świat stanął by na głowie a ludzie zwariowali, gdybyśmy zaakceptowali, że czas jest miarą przemian.
Istnieje bardzo ciekawy termin, nazwany wiekiem biologicznym. Pokazuje to, że przemiany nie są równe i nie zawsze są miarodajne, chociaż za wszelką cenę staramy się je uśrednić i określić.
Udało nam się obliczyć przemianę, jaką jest obrót planety. Większym problemem okazuje się, że ta planeta nie chce się dostosować do naszego zamiłowania do sztywnych określeń, wciąż zmieniając długość dnia i nocy oraz położenie we Wszechświecie. Na tej podstawie możemy powiedzieć, że dzień trwa od wschodu słońca, do jego zachodu. Również wiek człowieka możemy opisać miarą lat, ale czy zawsze odzwierciedla ona to jakie przemiany zaszły w danym organizmie?
W przypadku podróży na inną planetę i jej kolonizacji, raczej nikt nie używałby Ziemskiej miary czasu. Jest mało prawdopodobne, aby ta znalazła tam zastosowanie. Owi kolonizatorzy kierowaliby się tym, co dla nich najwygodniejsze, czyli cyklem przemian na kolonizowanej planecie.
Oznacza to, że czas jak i jego miary (lata, godziny itp.) możemy odnieść ogólnie i w uproszczeniu, odnośnie przemian zachodzących na Ziemi, czyli względem Wszechświata jest to mikro skala.
Jak to się ma, do datowania wieku Wszechświata?
Czy istnieje we Wszechświecie cokolwiek, pozwalającego na stworzenie uniwersalnej miary dla wszystkiego co się w nim znajduje?
Czy sami, nie spowalniamy nowych odkryć i rozwoju, właśnie przez przyjęte normy i miary, które mogą być ograniczeniem? Czy nie powoduje to, że pojmujemy wszystko w określony sposób?
Nie jest niczym nowym, że potrzeba przypadku, aby przejść przez pewne narzucone przez siebie samych ograniczenia.

Zasady, przepisy, logika i wartości moralne (1)

Czy jest w życiu jakaś priorytetowa wartość, którą możemy się zawsze kierować, niezależnie od sytuacji i miejsca?
Samotnie egzystujący człowiek, żyjący poza społecznością, niepodlegający jakiemukolwiek prawodawstwu ludzkiemu, może sam tworzyć prawa, wartości oraz warunki własnego bytowania. Przynajmniej czysto teoretycznie.
Czy takiej osobie jest potrzebne tworzenie zasad i praw? Czy taka osoba jest zdolna do wytworzenia wartości moralnych? Z całą pewnością podlega prawom stworzonymi przez otaczające go środowisko, do którego musi się dostosować, przynajmniej w pewnym stopniu, aby przeżyć. Co za tym idzie zawsze i nad każdą żywą istotą będą pewne warunki i zasady, do których musi się zastosować. Należy pamiętać, że wszędzie istnieje cały szereg zależności, co nie oznacza, że na każdego będzie to oddziaływać w identyczny sposób. Raczej nielogiczne byłoby oczekiwanie takiego stanu rzeczy i funkcjonuje to w całej przyrodzie od samego początku istnienia życia jako takiego.
Można tu wyróżnić trzy kategorie:
Prawo silniejszego – dość oczywisty i najbardziej powszechny przykład, gdzie najsilniejszy osobnik dyktuje warunki funkcjonowania stada, grupy, społeczności. Jednak najsilniejszy osobnik, również jest zależny od czynników nad którymi nie sprawuje kontroli, a tym bardziej staje się to widoczne im bardziej prymitywną grupę obserwujemy.
Z drugiej strony im bardziej zaawansowana pod różnymi względami grupa tym łatwiej przejść do drugiej kategorii.

Prawo sprytniejszego – już z samej nazwy wynika, że mamy tu do czynienia, z jedną lub kilkoma osobami, które potrafią manipulować osobnikiem silniejszym fizycznie. W ten sposób sprytniejszy staje się również silniejszy, ale intelektualnie, co niejednokrotnie jest bardziej istotne od samej siły fizycznej. Może to prowadzić osiągania korzyści dla tej jednej konkretnej osoby, co praktycznie na co dzień możemy zaobserwować w otaczającym świecie. Jednak jeśli sam spryt nie łączy się z wartościami moralnymi oraz analitycznym spojrzeniem na własne działania, może prowadzić do kierowania się wyłącznie osiąganiem własnych korzyści również za pomocą oszustw, wykorzystywaniem innych.
Jednak w połączeniu z wartościami moralnymi oraz faktyczną inteligencją, zaczyna odgrywać ważną funkcję w społeczeństwie i tak przechodzimy do trzeciej kategorii.

Prawo współpracy – teoretycznie powinno dotyczyć społeczności w ujęciu ogólnym, ale najczęściej ogranicza się do mniejszych i nie zaawansowanych technicznie grup, szczególnie podtrzymujących wartości rodzinne. Można powiedzieć, że dotyczy to grup złożonych z osobników słabych, jednak pośród i takich znajdzie się któryś najsilniejszy bądź najsprytniejszy. Dlaczego więc nie funkcjonuje to w tym przypadku na poprzednich zasadach? Ponieważ w pewnych okolicznościach współpraca i pewna jedność okazuje się być wartością wyższą działającą na korzyść całej grupy. Nie musi to oznaczać przypisanej roli dla kogokolwiek z danej społeczności. Jednak pewne funkcje zdają się same wyłaniać wśród ludzi żyjących w grupach.
Wraz z rozrostem społeczeństw, układ współpracy zdaje się zanikać i ograniczamy go jedynie do niezbędnego minimum, dyktowanego przepisami funkcjonowania mas ludzkich oraz przepisami pracy.
Możliwe, że układ wydający się być idealny zanika, gdy mamy do czynienia z osobami nieznajomymi, co jest powszechne, szczególnie w dużych miastach. Im większe zbiorowisko ludzi tym bardziej zauważalny staje się również indywidualizm jednostki. Żeby życie społeczne zachowało jakiś porządek, pojawiają się normy zachowań, oraz przepisy prawne.
O ile w przypadku norm zachowań jest dopuszczalna pewna elastyczność i względna możliwość do ich zmiany/dostosowania do sytuacji, o tyle w przypadku przepisów prawnych jest to znacznie trudniejsze.
Dzieje się tak, ponieważ pewne sytuacje wydające się logiczne, mogą stanowić samo zaprzeczenie przepisów, które ogólnie są tworzone w taki sposób aby, przynajmniej teoretycznie, określić konkretny sposób postępowania.
Tu pojawiają się pytania, co jest zasadne, co jest moralne i gdzie są granice, których nie powinno się przekraczać aby społeczeństwo wciąż funkcjonowało normalnie?
Czasami w zachowaniu równowagi między przepisami a rozsądkiem mógł by pomóc rozwój technologiczny.
Sytuacja codzienna – czerwone światło i brak nadjeżdżających pojazdów, z którejkolwiek strony. Przepisy jasno definiują, że nie wolno na czerwonym świetle przejechać/przejść przez skrzyżowanie.
Wydaje się być logiczne, że jeśli dookoła jest zupełnie pusto, nic się nie stanie jeśli zignorujemy czerwone światło. Nie zrobimy tym samym nikomu krzywdy w żaden możliwy sposób, zatem wydaje się to być również moralne.
A jednocześnie oznaczać będzie złamanie przepisów.
Nasuwa się pytanie, czy łamanie przepisów, gdy jest to logicznie uzasadnione, nie powodując jednocześnie szkód moralnych jest uzasadnione?
Kiedy i czy logika może być ponad przepisami?
Czy w przypadku ratowania życia, uzasadnione jest kierowanie się wartościami moralnymi i logiką, zamiast przepisami prawa?
Warto też dodać, że pewne działania, mogą być szkodliwe moralnie. Posługując się wcześniejszym przykładem, jeśli zdecydujemy się przejść na czerwonym świetle, a z jednej lub z drugiej strony może nas obserwować dziecko, to istnieje możliwość, że burzymy jego postrzeganie całego zdarzenia. Ponieważ dziecko może zwyczajnie nie zrozumieć zależności, kiedy można przejść, a kiedy należy poczekać.
Dzieci nie uczy się logiki. Dzieci nie uczy się analizować sytuacji, które dzieją się wokół nich. Ludzi, ogólnie uczy się myśleć w pewnych kategoriach, posługiwać się schematami, zarówno zachowań jak i schematami myślenia.
Poniekąd dzieje się tak ponieważ naturalnie dążymy do utrzymania pewnego porządku, często określanego przyjętymi normami. Nie szukamy alternatywnych rozwiązań, które ów porządek mogły by zaburzać, szukamy stabilizacji.
Czujemy naturalną potrzebę do określania wszystkiego i uporządkowania, chociażby za pomocą nazw i porównań. Lubimy tkwić w strefie komfortu, zupełnie jakbyśmy bali się, że nagle wszystko utracimy. Dlatego tak chętnie określamy wszystko powierzchownie, nie zadając sobie trudu nad interpretacją, nawet tego o czym rozmawiamy, co oglądamy, czytamy itp. Dodatkowo dochodzą przyzwyczajenia, które z wiekiem stają się coraz silniejsze i mogą powodować podświadome wzbranianie się, przed przyjęciem tego co nowe i nieznane.
Czy wystarczy zatem trenować umysł poddając go codziennie wysiłkowi intelektualnemu i próbować pojmować pewne rzeczy w inny niż dotychczas sposób? W czasach ogólnego dostępu do komputerów i internetu, społeczeństwo wydaje się starzeć znacznie wolniej, w znaczeniu intelektualnym, niż poprzednie pokolenia. Teraz jesteśmy bardziej na czasie, a jednocześnie nigdy nie będziemy na równi z młodszymi pokoleniami, które zawsze będą miały pewne swoje trendy i sposób przekazu oraz fascynacje, które starsze pokolenia nie będą (przynajmniej w pełni) rozumiały.
Cóż, zatem możemy wrócić do ćwiczeń intelektualnych, znaleźć swój sposób na poddanie umysłu wysiłkowi i chociaż czasami spróbować zobaczyć jak to jest żyć poza ustalonym porządkiem, normami i nazwami.
Jednym z prostszych przykładów może być podawanie miary czasu w sekundach zamiast godzin i minut.
Okaże się to być na tyle trudne, a zatem niewygodne, że szybko powrócimy do obowiązujących norm.
To co określamy “czasem” jest bardzo elastycznym tematem ćwiczeń umysłu, ponieważ jego pojęcie jest wielopłaszczyznowe i podobnie jak Wszechświat, trudne do wyobrażenia.

Konwersacja z myślami

Dlaczego mówisz sam do siebie?
Żeby porozmawiać z kimś inteligentnym.

Czy rozmowa z sobą samym faktycznie może rozwijać inteligencję lub pomóc w rozwiązaniu problemów, znaleźć odpowiedzi na pytania, które nas nurtują?
Czy rozmowa z sobą samym ma sens, a jeśli tak, to jakie może przynieść korzyści?
Wydaje się, że odpowiedź brzmi tak, na wszystkie postawione wczesniej pytania.
Rozmowa z samym sobą, teoretycznie rzecz ujmując jest rozmyślaniem, a zatem szukaniem związku przyczynowo skutkowego odnośnie sytuacji nad którą się zastanawiamy. Jednak dopóki, faktycznie mówimy do siebie lub tylko rozmyślamy, wydaje się to być sposobem mało efektywnym, szczególnie, że w ten sposób łatwo zgubić wątek, utracić myśl, która podobnie jak teraźniejszość, natychmiast się dokonuje stając się przeszłością. Znacznie bardziej efektywne wydaje się być zapisywanie myśli, co jednocześnie powoduje, że owa myśl staje się wolna i wymyka się zarówno z bycia naszą myślą w głowie, jak i z przechodzenia w stan przeszłości, ponieważ tekst zapisany trwa. Staje się teraźniejszy jest tu i teraz kiedy go czytamy, nie wymaga przypomnienia, ponieważ egzystuje osobno, uwolniony od naszej woli i sprawia, że mamy możliwość aby się z nim zmierzyć, zaakceptować lub odrzucić. Należy jednak pamiętać aby swoje myśli, niezależnie czy jedynie pomyślane, utrzymane jedynie w głowie, wypowiedziane, czy też uwolnione przez zapisanie, poddawać analizie. Błędem wydaje się sądzić, że każda zapisana myśl jest prawdą objawioną i prowadzić może w skrajnym przypadku do samouwielbienia. Powinniśmy dążyć do nieosiągalnej doskonałości, wciąż starać się być lepszą osobą, a to stoi w sprzeczności z samouwielbieniem, które jest niczym więcej jak zaślepienie.

Relacje

Prawda i rzeczywistość, są często inne niż byśmy chcieli, a jednocześnie dość oczywiste. Potrzeba jednak spojrzeć na nie z perspektywy, z dystansu, by to dostrzec.
Rozczarowujące może okazać się, szczególnie pod względem religijnym jak i romantycznym, że miłość nie zdarza się w życiu jeden raz, a jest kwestią dopasowania oraz akceptacji cech i zachowań dwojga osób. Powoduje to, że możemy pokochać niemal każdego. Nie stoi to w sprzeczności z oddaniem i wiernością wobec wybranej osoby, jedynie odrzuca wizję, jakoby gdzieś na świecie miała by czekać na nas tak zwana druga połówka. Pasujących do siebie osób jest całe mnóstwo. Inna kwestia to umiejętność zbudowania wzajemnych relacji.
To co nazywamy miłością jest wyborem drugiej osoby do założenia rodziny, kierujemy się przy tym prymitywnymi przesłankami. Tylko czy da się tego uniknąć, biorąc pod uwagę, że ogólnie całe życie zdajemy się kierować najbardziej podstawowymi i prymitywnymi właśnie celami jakimi są zaspokajanie potrzeb egzystencjalnych i w bardzo dużym stopniu jeśli nie całkowicie, zaspokajaniu ośrodka przyjemności, na różne sposoby, które ostatecznie i tak do tego wiodą.
Odpowiedzialna za postrzeganie drugiej osoby, jako jednej jedynej, jest więź i relacja. Jeśli potrafimy ją odpowiednio zbudować, to zyskujemy wrażenie wyjątkowości związku.
Nie chodzi o sam początek relacji, który często pod wpływem różnych bodźców jest nacechowany fascynacją i niemal ślepym uwielbieniem drugiej osoby, co jednocześnie oznacza zauroczenie.
W przypadku wrażenia niepowtarzalności partnera/partnerki i poczucia, że drugiej takiej dla nas nie ma na świecie, chodzi o to co nas łączy, bardziej lub mniej świadomie.
Silna więź emocjonalna zachodzi w naturalny sposób między rodzicami i ich dziećmi, następnie w obrębie najbliższej rodziny w zależności od różnicy pokoleń i stopnia pokrewieństwa, czyli rodzeństwo, wnuki – dziadkowie, kuzyni, krewni rodziców i stopniowo się zmniejsza.
Więź emocjonalna następuje również między osobami o podobnych zainteresowaniach, w jednej lub więcej sferach, często owocując zawarciem znajomości i w zależności od umiejętności poprowadzenia dalszych relacji stopień intensyfikacji może być okkreślony mianem koleżeństwalub przyjaźni.
Podobnie rzecz się ma w przypadku więzi emocjonalnej zwaną miłością, jednak podstawową różnicą jest tu zainteresowanie fizyczne drugą osobą. Postrzegay wtedy taką znajomość na innej płaszczyźnie, bardziej zwracamy uwagę na aspekty, które nie interesują nas u znajomych.
Najczęściej zainteresowanie od strony fizycznej następuje jako pierwsze, a następnie sprawdzamy dopasowanie pozostałych elementów, które mogą posłużyć do zbudowania relacji. Może być również tak, że druga osoba podob nam się tak bardzo, że wszelkie jej zainteresowania i wartości przyjmujemy jako pozytywne, lub nam odpowiadające, co ponownie jest oznaką zauroczenia.
Zdarza się również i tak, że najpierw nawiązujemy relacją, a dopiero po pewnym czasie dostrzegamy cechy fizyczne drugiej osoby. Powodów takiej kolejności może być sporo, jak chociażby trwanie w danym czasie w innym związku, lub inna sytuacja, która w danej chwili odciąga nasze zainteresowanie od sfery seksualnej.
Nawet w przypadku spotkania osoby, którą uważamy za jedną jedyną na świecie, taki stan rzeczy może się zmienić w różnych okolicznościach. W pewnym momencie możemy zacząć dostrzegać zachowania nam nieodpowiadające, które przeważą nad pozostałymi, które zakwalikowaliśmy wcześniej jako zalety. Może nastąpić długa rozłąka, podczas której nasz stan emocjonalny się ustabilizuje, a w zależności od czasu trwania relacji, może zająć to więcej lub mniej czasu.
Możliwe jest również, że posiadając niewiele informacji i spędzając stosunkowo mało czasu z drugą osobą, nie poznamy jej zbyt dobrze, a podczas rozłąki, wykreujemy wyidealizowany wizerunek drugiej osoby, co prowadzi do tzw. miłości platonicznej. Oczywiście zjawisko to zachodzi nie tylko podczas braku dostępu do drugiej osoby, ale ogólnie najczęściej na skutek wyidealizowania czyjegoś wizerunku. Zdrowy związek powinien być zrównoważony.
W teorii łatwo doszukiwać się wizerunku idealnych relacji, natomiast w rzeczywistości zawsze zachodzą dysfunkcje czy dysproporcje relacji. Jest to normalne, ponieważ związek jest połączeniem dwóch różnych osób o własnym postrzeganiu otoczenia oraz indywidualnych potrzebach, niekoniecznie zbiegających się w czasie z oczekiwaniami lub potrzebami drugiej osoby.

Sztuka zachowania powściągliwości

Sztuka zachowania powściągliwości, może okazać się bardzo pomocna w relacjach z innymi ludźmi. Zachowując powściągliwość możemy dotrzeć do sedna sprawy, robiąc tak naprawdę bardzo niewiele, czyli np. pozwolić drugiej osobie mówić, a tym samym dać jej możliwość przekazania nam informacji. Emocjonując się lub niecierpliwiąc, możemy spowodować wycofanie się drugiej osoby z inicjatywy, którą do tej pory miała. Takie pospieszne zachowanie może też spowodować pewnego rodzaju ostrożność, nawet podświadomą, przez co osoba, z którą rozmawiamy, może zacząć się zastanawiać nad naszymi intencjami, być może dlatego, że nie uważa owej sprawy, za wartą zbytnich emocji. Szczere intencje nie pomagają, jeśli zbytnio okazujemy zaangażowanie. Ludzie uważają wiele spraw za nie wartych zaangażowania i dopóki nie poznamy przyczyn takiego podejścia, to do tego czasu lepiej zachować powściągliwość i zważać na dobierane słowa, szczególnie jeśli rozmawiamy z nowo poznaną osobą.
Czy powściągliwość oznacza chłód i nieprzystępność? Niekoniecznie. Jeśli słuchamy uważnie naszego rozmówcy i podtrzymujemy rozmowę w miłej atmosferze, nie ma powodów abyśmy zostali uznanie za osoby chlodne. Powściągliwość jest tu tylko narzędziem do samokontroli, która w kontaktach społecznych, szczególnie odznaczających się wysoką kulturą osobistą jest wręcz porządana, pomaga okiełznać nadmiar ekscytacji lub podobnych stanów, które w towarzystwie mogą być źle odebrane. Powściągliwość jest również pomocna u dzieci, jednak one ze względu na młody wiek, a co za tym idzie naturalną skłonność do emocjonowania się, może być dość trudna do wdrożenia w życie.
Jeśli nauczymy się powściągliwości, to i jej stopień możemy kontrolować i obserwować jakie przynosi efekty w kontaktach z innymi ludźmi. Od delikatnej ledwo zauważalnej powściągliwej postawy, kiedy jedynie uchodzimy za bardziej rozważne osoby, po wręcz surową powściągliwość, kiedy można nas odebrać jako osoby zimne, oschłe, tajemnicze.
Do każdego stopnia powściągliwości można dodać odpowiednie gesty lub słowa aby zmienić owe wrażenie i tak mocna powściągliwość wraz z ciepłym życzliwym uśmiechem, nie powinna wzbudzić w towarzystwie wrażenia, jako byśmy byli osobami zimnymi czy oschłymi, ale może nadać odrobinę przyciągającej tajemniczości, przyciągając tym samym zainteresowanie, jaka jest nasza opinia w danej kwestii.

Miłość i szczęście

Czym jest miłość wobec zauroczenia? Czym jest szczęście wobec radości?
Czy nie nadużywamy niektórych pojęć, nie zastanawiając się nad ich znaczeniem?

Szczęście nie jest uczuciem, lecz stanem, który osiągamy poprzez wewnętrzną harmonię, równowagę. Jeśli nasz krąg życia, naszych spraw, osiągnie balans, wtedy jesteśmy szczęśliwi. Jest to stan stabilny, nie gwałtowny, nie dodaje ogromnych ilości energii jak radość czy zauroczenie. Bardziej pasowałoby powiedzieć, że daje zadowolenie z życia. To swoiste pogodzenie się z różnymi ograniczeniami, odpuszczenie bezsensownej walki, strat energii, na rzecz budowania swojego wnętrza. Szczęście, w odróżnieniu od pomyślności, zrządzenia losu, nie sprawia, że zaczną się dziać w naszym życiu niezwykłe rzeczy w postaci cudownych znalezisk itp. Całe życie stanie się niezwykłe, a my staniemy się niezwykli dla innych, a dzieje się to, właśnie za sprawą osiągnięcia wewnętrznej równowagi, a co za tym idzie wewnętrznego spokoju, co jest odbierane przez innych ludzi pozytywnie.
Radość jest uczuciem gwałtownym, równie szybko się kończy jak się zaczyna. Daje zdecydowanie mocniejsze doznania niż szczęście, ale nie sposób jej utrzymać. Chociaż wzbudzać ją częściej, a do tego bardzo pomocne jest szczęście.
Podobnie jest z miłością, która bardziej przypomina wytrwałe dążenie do celu, niż wielką niezwyciężoną siłę. Jest to chyba stan, który najtrudniej zrozumieć, a jeszcze trudniej opisać. Czy nie wydaje się, żeby miłość była akceptacją wad drugiej osoby? Rodzice kochający swoje dzieci, dzieci kochający rodziców, oraz miłość ukochanej, ukochanego, miłość siebie samego.
Dużo łatwiej jest kochać siebie samego, gdy osiągniemy wewnętrzną równowagę czyli szczęście, przez co wydaje się jakby oba te stany były nierozerwalnie ze sobą związane. Tak nie jest. Gdy wewnętrzna równowaga zostanie zakłucona, możemy utracić stan szczęścia, a jednocześnie zachować miłość. Łatwiej jest osiągnąć miłość drugiej osoby kiedy kochamy samych siebie, kiedy szanujemy siebie, gdy się akceptujemy. Każdy posiada wady i należy nad nimi pracować, dążyć do nieosiągalnej perfekcji, byle z rozwagą. Samoakceptacja tutaj, nie jest bezkrytycznym podejściem do własnego “ja”, to zrozumienie niedoskonałości, to wyciąganie wniosków z porażek. Dlatego, jeśli umiemy to zrobić odnośnie siebie samych, to wobec innych też jest to możliwe.
W przypadku zauroczenie, tracimy jasność umysłu, rozpiera nas radość i energia, czujemy przypływ sił, a wiele rzeczy przestaje mieć znaczenie. Przy tak silnym bodźcu, jakim jest zauroczenie, niedostrzegamy wielu rzeczy w drugiej osobie, a jeśli siebie nie kochamy, to ta osoba może wydawać nam się lepsza od nas samych. Może to prowadzić do miłości, ale równie dobrze, może się skończyć wraz z wygaśnięciem emocji, podobnie jak w przypadku radości. Podobnie i tutaj można podtrzymywać ten stan, dzięki miłości właśnie, oraz szczęściu. Może nie będzie to tak mocne doznanie, jak za pierwszym razem, ale można zauroczenie rozbudzać i powtarzać latami. Trzeba jednak to czynić świadomie, pracować nad tym, by podtrzymać lub powtarzać zauroczenie, a często wystarczą do tego drobne gesty, wyrzeczenia, ale przede wszystkim szczerość.