Dojrzałość, a dorosłość

Wraz z wymianą pokoleń, odnoszę wrażenie, że każde kolejne odznacza się coraz mniejszą dojrzałością w dorosłym życiu. Oczywiście mam na myśli dojrzałość emocjonalną. Tak się zastanawiam, czym to jest spowodowane i nie potrafię znaleźć sensownej odpowiedzi. Czy jest to spowodowane podniesieniem komfortu życia?
Czy może jest to sposób aby nadrobić braki z dzieciństwa?
Ale może bardziej istotne pytanie brzmi: czy to coś złego, że dorośli ludzie są mniej dojrzali?
Do pewnego stopnia wydaje się, że jest to nawet pożądane, ponieważ może ułatwić kontakt i zrozumienie młodszych osób. Może również dawać poczucie większej radości z życia. Tylko, czy faktycznie może to zależeć od braku dojrzałości? Poniekąd, być może.
Są jednak pewne oczekiwania odnośnie osób dorosłych, jak odpowiedzialność. Trudno oczekiwać aby ktokolwiek powierzył odpowiedzialne zadanie niedojrzałej emocjonalnie osobie, a przynajmniej nie bez obaw i najprawdopodobniej w sytuacji, kiedy nie ma innego wyboru.
Niedojrzali dorośli, zdają się zachowywać w taki sposób, jakby nie zdawali sobie sprawy, że każde działanie niesie ze sobą odpowiednie konsekwencje. Tu po raz kolejny odnoszę wrażenie, że ludzie coraz mniej myślą, a przynajmniej coraz mniej logicznie.
Coraz częściej obserwuję osoby dorosłe usiłujące uciec od odpowiedzialności za popełnione błędy, zupełnie jak dzieci w przedszkolu, siedząc cicho z nadzieją, że nikt niczego nie zauważy. Skąd się bierze takie podejście? Czy jest to kwestia wychowania?
Wiele spraw w dziedzinie emocji zmieniło się tak bardzo, że teraz nawet nie można wypowiedzieć się krytycznie wobec drugiej osoby, aby ta przypadkiem nie poczuła się urażona. Jeżeli ktoś postępuje w niewłaściwy sposób, to powinno się zwrócić mu uwagę. Przecież trudno chwalić pracownika, za niewłaściwe wykonywanie powierzonych mu obowiązków, zignorować też nie można. Przecież do pracy przychodzi się po to, aby właściwie wykonywać powierzone zadania. Oczywiście, głównym celem jest zarobienie pieniędzy, ale trzeba na to właściwie zapracować.
Obecnie ludzie wydają się bardziej delikatni i nie chodzi mi o wrażliwość, to dwie zupełnie inne wartości. Teraz, coraz częściej gdy ktoś nie usłyszy lub nie zrozumie, wypowiedzi, nawet nie poprosi o powtórzenie lub wyjaśnienie, lecz udaje, że wszystko rozumie i domyśla się o co chodzi, lub zwyczajnie się obraża, jak małe dziecko, któremu rodzic nie kupił jakiegoś drobiazgu.
Czy naprawdę stanowi to, aż tak duży problem lub wyzwanie, aby się dopytać, kiedy ma się wątpliwości odnośnie treści wypowiedzi drugiej osoby?
Przecież więcej tracimy wizerunkowo, w przypadku gdy udajemy, że zrozumieliśmy dany temat, a następnie w przypadku konfrontacji z danym zagadnieniem okaże się, że nie mamy pojęcia o czym mowa, niż gdy poprosimy o wyjaśnienie.
W sytuacji, kiedy ktoś podaje się za specjalistę w danej dziedzinie, a w rzeczywistości nim nie jest, można zrozumieć powody, dla których próbuje ukryć brak zrozumienia tematu. Jest to oczywiście zupełnie inna sytuacja i osoba nie posiadająca kwalifikacji nie powinna się podawać za kogoś obeznanego w temacie. Niestety i takie sytuacje się zdarzają i dotyczą wielu sektorów rynku, a dla wielu osób szukających pomocy specjalistów, a nie posiadających odpowiedniej wiedzy, człowiek taki może wydawać się nawet wiarygodny.
Takie zachowanie jest nie tylko niedojrzałe, ale i nieuczciwe.
Możliwe, że brak dojrzałości u dorosłych, poniekąd następuje pod wpływem obserwacji coraz większej niedojrzałości społecznej i postępuje niczym choroba zakaźna.
Być może ludzie wręcz przestali oczekiwać wzajemnej odpowiedzialności, nawet przestali się jej często domagać od innych, skłaniając się czasami do przesadnej wyrozumiałości.
Z jednej strony posiadamy pewne oczekiwania, a z drugiej strony przymykamy oko, gdy nie zostają one spełnione lub wręcz dopuszczamy się społecznego rozpieszczania i odpuściliśmy sobie już jakiś czas temu aby oczekiwać odpowiedzialności.
Może jednak problem leży zupełnie gdzie indziej i tylko dostrzegam pewne jego konsekwencje.
Być może jest to kwestia mediów, które wkładają nam do głów, żebyśmy byli wiecznie młodzi, żebyśmy pozwalali sobie na wszystko, nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi.
Najprawdopodobniej składa się na to, cały szereg różnych czynników.
Istotne jednak jest, aby zdawać sobie sprawę z własnych poczynań jak i z tego, że dojrzałość oraz odpowiedzialność jak najbardziej powinny być cechami osoby dorosłej. Absolutnie nie oznacza to, że odznaczając się tymi obiema cechami staniemy się nudni, stetryczali i nieciekawi. W końcu bycie dojrzałym, dorosłym człowiekiem nie oznacza utraty poczucia humoru, a wręcz podnosi poziom żartu.

Advertisements

Mariusz Max Kolonko i słowiańscy niewolnicy

W jednym ze swoich nagrań https://www.youtube.com/watch?v=tKAoH2MJ4Hg&index=3&list=PL1cAturoTLPPsX85qXnYwkTKgbzqhdEYK od 3:20 do 4:20, Pan Kolonko doszukuje się w pochodzeniu nazwy Słowian, wyrazu niewolnik. Co ciekawe zaczyna od porównania angielskiego slave, poprzez inne języki i wszystko pięknie wpasowuje się w teorie Pana Mariusza.
Wydaje mi się bardziej zasadne, aby pochodzenie nazw sprawdzać u źródła. Etymologia, na którą się dziennikarz powołuje, zajmuje się badaniem pochodzenia wyrazów, zmiany ich znaczenia i form na przestrzeni dziejów. Czy zatem nie powinno się rozpocząć takiego porównania od formy pierwotnej? Zatem jak Rzymianie nazywali ówczesnych Słowian? Jeżeli od samego początku nazywali ich niewolnikami, to dlaczego nie zajęli terenów, które rzekomi niewolnicy zamieszkiwali? Biorąc pod uwagę zasady na których opierało się nadawanie nazw plemionom i terenom w czasach Cesarstwa Rzymskiego, odnoszę wrażenie, że Pan Kolonko, dopuścił się w tym przypadku zbytniego uproszczenia. Ówczesne nazewnictwo innych ludów odnosiło się zazwyczaj do trybu życia lub zamieszkiwanego terenu, tym sposobem kraina jak i plemiona zamieszkujące tereny od Karpat po Dunaj nazwane zostały Dacja, czyli koczownicy. Kolejna i prawdopodobnie najbardziej znana kraina, na temat której można znaleźć wiele materiałów, a jest nią Germania. Rozciągająca się na wschód od Renu i na północ od górnego i środkowego Dunaju. W tym przypadku, dość powszechnie wiadomo, że kraina nosi swoją nazwę od ludzi mieszkających wśród drzew. Łatwo można sprawdzić jak wyglądały zarówno relacje jak i podbój Germanii.
W tym momencie zadaję sobie pytanie, kto zamieszkiwał tereny od Łaby i dalej na wschód? Niewolnicy? A może ludzie bagien, mokradeł?

Najczęściej nadużywana deklaracja

Życie lubi zaskakiwać różnymi sytuacjami, szczególnie wtedy, gdy się ich najmniej spodziewamy. Jak wiadomo nikt nie przeżył swojego życia dwa razy, dlatego też tylko możemy spodziewać się co nas spotka. Czy nasze przewidywania się sprawdzą? Możemy to tylko określić z jakimś prawdopodobieństwem, a jednak wciąż można usłyszeć definitywne deklaracje jak: nigdy.
Jeśli używamy określenia “nigdy” odnośnie przeszłości, to mamy konkretną sytuację, w której stwierdzamy, że coś do tej pory się jeszcze nie wydarzyło. Zupełnie inaczej jest kiedy używamy “nigdy” jako deklaracji określającej wydarzenia przyszłe. Najczęściej można to usłyszeć od osób młodych, lub od tych, które się nawet przez chwilę nie zastanowią udzielając odpowiedzi, lub składających deklarację.
Po raz kolejny doświadczenia, jakimi obdarza nas życie każą nam zachować pewną ostrożność, zanim się z czymś zdeklarujemy. Brak takiej ostrożności, może świadczyć o lekkomyślności i ostatecznie może stać się rzucaniem słów na wiatr.
Konsekwencją pustych deklaracji oraz niedotrzymywania obietnic, jest utrata szacunku.
Raz stracone szacunek i wiarygodność, są trudne do odzyskania, a nawet jeśli uda nam się je odzyskać w oczach innych, to raczej nie oczekujmy, że udało się to w pełni. Dodatkowo już za każdym razem w niesprzyjających okolicznościach, narażamy się wtedy na kierowanie oskarżeń w naszą stronę w pierwszej kolejności.
Czy zatem warto składać tak stanowcze, tak silne deklaracje?
Nawet jeśli chcemy kogoś zapewnić o naszych intencjach, uważajmy aby nasza deklaracja nie była absolutna.
Nigdy i zawsze, są zbyt jednoznacznymi zobowiązaniami aby używać ich bez uprzedniego zastanowienia.

Oczywista sprawa…

Zdarza się czasami, że gdy poznamy odpowiedź na dane pytanie lub rozwiązanie jakiejś sprawy, nagle doznajemy olśnienia i myślimy sobie: przecież to było takie oczywiste.
Jeżeli od początku było to takie oczywiste, dlaczego o tym nie pomyśleliśmy?
Czy zatem nie była to taka jasna sprawa?
Czy też idziemy przez życie bez zastanowienia, przyjmując wszystkie informacje, tak jak je nam podają i nie zadajemy sobie trudu, żeby je przeanalizować?
Czy gdybyśmy poświęcili parę minut aby się zastanowić nad danym zagadnieniem, to i my znaleźli byśmy tę oczywistą odpowiedź?
A może muszą być spełnione odpowiednie warunki aby tak się stało?
Ludzie słysząc pytanie, na które odpowiedź jest powszechnie znana, często zaczynają się zastanawiać co powiedzieć. Zupełnie jakby nie dowierzali, że ktoś mógł zadać tak oczywiste pytanie i doszukują się jakiegoś ukrytego znaczenia.
Może warto myśleć w prosty, przyczynowo skutkowy sposób, lub zadać dodatkowe pytanie, które nas nakieruje, na odpowiedni tok myślowy.

Frustracja

Z łatwością można zaobserwować rozemocjonowanych i sfrustrowanych ludzi, w internecie jest wszechobecna ekspresyjna irytacja, a niemal każdy nagrywający wideo, twórca wydaje się kopiować. Tylko kto kopiuje kogo? Nie ma to chyba większego znaczenia. Bardziej zastanawiające, dlaczego tak wiele osób ulega takim emocjom, czy jest się czym przejmować, czy może jest to znak, że jeszcze są ludzie myślący, którzy nie mogą wręcz wytrzymać widząc całą masę głupot popełnianych na całym Świecie. Chociaż w wielu przypadkach, obserwując co te osoby nagrywają, dochodzę do wniosku, że chyba nie o to chodzi. Może bycie sfrustrowanym i poirytowanym stało się modnym sposobem wyrażenia siebie. Tylko dlaczego tak wiele osób wydaje się wyrażać siebie niemal identycznie jak inni?
Trudno nie ulec irytacji widząc osobę, która robiąc coś, wykazuje się skrajnym brakiem przemyślenia, tego, za co się zabiera. Tym bardziej jeśli wykonuje dla nas jakąś pracę lub jeśli musimy z taką osobą współpracować. Szczególnie jeśli do takiego człowieka nie docierają żadne argumenty, jak np. żeby najpierw zapoznać się z instrukcją obsługi lub przemyśleć co i w jakiej kolejności najlepiej będzie wykonać a następnie przystąpić do działania. Niestety wiele osób czując w sobie nadmiar energii zabiera się do działania, a dopiero w trakcie zastanawiają się jak to wszystko zrobić.
Teoretycznie, z wiekiem, na bazie różnych doświadczeń człowiek powinien uczyć się studzić zapał, właśnie po to, aby przemyśleć pewne kwestie, szczególnie w tych przypadkach, w których nie posiada doświadczenia. Niestety, z jakiegoś powodu, nie zawsze się tak dzieje.
Z jednej strony widać lenistwo, zwłaszcza lenistwo intelektualne, a z drugiej nadmiar rozpierającej energii, najczęściej popychający do pustych działań. Pustych, czyli takich, których wykonanie niewiele zmienia, oprócz tego, że się coś zrobiło, to jak przestawianie mebli z kąta w kąt, aby na końcu wszystko ustawić w taki sposób, jak było na początku.
Nic dziwnego, że prowadzi to do frustracji. Dotyczy to zarówno, osób podejmujących daremny trud w nieprzemyślanym działaniu, jak i tych, które starają się skłonić innych do myślenia. Czy nie jest przypadkiem zdrowsze, zaakceptowanie faktu, że nie każdy urodził się aby myśleć? A może jest to kwestia edukacji i wychowania?
Można też poczekać chwilę, zastanowić się w jaki sposób dotrzeć do takiej osoby i spróbować skłonić ją do myślenia.
Można również pozwolić takiemu człowiekowi działać. Oczywiście jeśli działania te nie będą szkodliwe. Istnieje szansa, że w pewnym momencie zobaczy swoje błędy, a przynajmniej nieefektywność własnych działań.
W każdym razie, zadanie to nie jest łatwe. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się zachować spokój i jasny umysł, aby zareagować w odpowiednim momencie i w odpowiedni sposób, pamiętając, że każdy jest inny. Co za tym idzie, każdy może wymagać innego podejścia, innego przykładu czy tłumaczenia, a czasami wystarczy, że te same słowa usłyszy od innej osoby. Czasami wystarczy, że niektóre osoby usłyszą coś od kogoś w odpowiednim stroju i miejscu (od “specjalisty”), aby przyjęły to bez zastanawiania się nad treścią i wartością przekazu. Często taka sytuacja powoduje frustrację u osób, które próbowały pewne zagadnienie tej osobie wytłumaczyć. O ile jest to zrozumiałe, o tyle jest to zupełnie zbędne. W końcu najważniejsze, wydaje się być osiągnięcie pewnego celu.

Język słów

Każdy język składa się z słów, które mają za zadanie nadać znaczenie temu, co chcemy przekazać. Naturalne jest więc przenikanie słów z innych języków, dlaczego więc ma to tak duże znaczenie, aby zachować czystość językową i czy jest to możliwe?
Biorąc pod uwagę wrodzoną ludzką leniwość intelektualną, trudno oczekiwać aby dbali oni o wyszukany dobór słów. Wręcz przeciwnie, oczywiste wydaje się, że większość osób będzie posługiwała się jak najprostszymi słowami oraz skrótami myślowymi. Jednocześnie wydaje się być niemożliwe, aby doszło do sytuacji kiedy jedno słowo będzie służyło do określenia wszystkiego.
Język wydaje się odzwierciedlać poziom społeczeństwa, im bardziej prosty i płytki się staje, tym większe problemy z przekazem myśli obnaża. Używanie zapożyczonych słów, wydaje się być zbrodnią tak wielką, gdy zapominamy o mowie ojczystej, w której odnaleźć można bardziej adekwatne wyrazy do określenia naszego przekazu.
Ale czy faktycznie zasób słów, o którym myślimy jest tak bardzo ojczysty jak nam się wydaje? Co wpływa na to, że pewne słowa uważamy za element mowy ojczystej, skoro tak wiele z nich jest zapożyczonych z języków obcych, a często nawet nie sąsiednich?
Najłatwiej nam zaakceptować obce słowo, gdy pojawia się wraz z nowym przedmiotem który opisuje. Przecież tak wielką odczuwamy potrzebę nazwania i określenia wszystkiego. Adaptujemy więc nowe słowa, nadając im formę adekwatną do rodzimej wymowy. Jednak stopniowo zaczynamy akceptować formy oryginalne, a może jedynie do tych form powracamy, lub jest to tylko etap przejściowy bądź obejmujący pewne wyjątki. Komputer nie wzbudza żadnej sensacji, został łatwo zaakceptowany, bez podejmowania prób nadania innej nazwy dla tego urządzenia, a od oryginału różni się tylko jedną literą. Jak będzie wyglądała sytuacja z notebookiem? Czy zostanie pod postacią oryginalną, czy może również zmienimy kilka liter, jednocześnie zostawiając niezmienioną wymowę.
Ale zapożyczanie słów jest znacznie starsze niż współczesne technologie.
W niektórych przypadkach przyjęcie nazwy zależy od tego, kto w danym  miejscu owe słowo i przedmiot zaprezentuje jako pierwszy. Dość znany przykład pomidora, który podzielił Europę na dwie części. Odpowiednio w miejscach, w których pomidor pojawił się za sprawą kupców włoskich, to i nazwa włoska została przyjęta (pomodoro, wcześniej pomo d’oro). Natomiast w miejscach wpływów hiszpańskich, jego nazwa wywodzi się od tomate.
Zapożyczenia te sięgają jeszcze dalej i nie zawsze odnoszą się do przedmiotów. Szczególnie dawne słowa z języków obcych utrwaliły się w innych językach i już nikt, lub prawie nikt nie zwraca na to szczególnej uwagi. Czasami, wręcz wydają się być zapomniane, jak fortuna, określenie pomyślności w wielu językach, u nas tak często zastępowana szczęściem. Oznacza to, że rzadko interesujemy się doborem słów i wykazujemy się niecierpliwością w mowie oraz brakiem przemyślenia, tego co chcemy przekazać. Często nie stanowi to problemu, gdyż występuje to na szeroką skalę i nasi rozmówcy mogą być do tego przyzwyczajeni, jak również mogą postępować w podobny sposób.
Jedno wydaje się być pewne, języki nieustannie będą ulegać przemianom, żeby nie powiedzieć transformacjom.

Technologia, lenistwo, zachowanie

Dlaczego tak często odbieramy wszystko powierzchownie? Czy rozwój technologiczny i ogólne ułatwienie życia, zwiększenie wygody życia powoduje spłycenie myślenia? A może jest to coś naturalnego i tylko niewielki odsetek ludzi stara się zgłębić, to co dzieje się w ich otoczeniu.
Łatwo jest ulec wrażeniu, że to za sprawą poprawy komfortu życia stajemy się bardziej leniwi zarówno fizycznie jak i umysłowo. Jednak lenistwo wydaje się być czymś naturalnym dla człowieka. Biorąc pod uwagę rozwój nauki, sztuki oraz innych dziedzin życia, okazuje się, że wszystko było dokonywane przez dość nieliczne grono osób, które podejmowały trud rozmyślania i analizowania sprawy. Często w drodze do nowych odkryć ludzie bładzili gubiąc się w rozmaitych teoriach, ale ostatecznie w wielu przypadkach znalazł się ktoś potrafiący połączyć wszystko w całość. Niezależnie czy chodzi o osobę, która zaimowała się daną sprawą od początku, czy był to jakiś następca, zawsze chodzi o osoby podejmujące wyzwanie. Wyzwanie zgłębienia tematu. Gdy mamy do dyspozycji lub do wyboru dostać coś gotowego, bez wysiłku, znacznie częściej i w zdecydowanej większości decydujemy się na takie właśnie rozwiązanie. Prowadzi to tylko do zaspokojenia potrzeb i przyjemności. To może oznaczać, że wnikliwe myślenie, nie tyle jest bolesne co nieprzyjemne. Z drugiej jednak strony, stosunkowo często lubimy wyzwania i konkurowanie, ale dzieje się tak w przypadku, gdy będziemy mogli poczuć się lepsi, gdy spowoduje to przyjemność, gdy zostanie w jakiś sposób nagrodzone. Badając różne zagadnienia możemy otrzymać odpowiedź, daleką od przyjemnej lub satysfakcjonującej. Czy to jest powodem, dla którego wolimy pominąć szukanie głębi znaczenia, tego z czym mamy do czynienia i zwyczajnie cieszyć się powierzchownością wszystkiego? Nie rozwijając się intelektualnie, przyjmując wszystko w najprostszych formach nasze reakcje i powody działania ujawniają jak blisko nam do zwierząt. Czy samo korzystanie z technologii wystarczy aby uciec od zezwierzęcenia, czy może w niektórych przypadkach ludzie zachowują się gorzej niż byłoby w stanie zachować się najdziksze zwierzę? Motywy zwierząt są proste i logiczne, które można podsumować bardzo krótko: celem zwierzęcia jest zapewnienie sobie i potomstwu przetrwania, na co składają się pewne określone zachowania.
Ludzie często wykazują pęd do destrukcji jak i do autodestrukcji i często przedkładają zaspokajanie przyjemności nad przetrwanie. W takim porównaniu, zwierzęta pomimo braku technologii i kultury wydają się być lepiej rozwinięte od człowieka. Dlaczego ludzie z całą swoją inteligencją kierują się prymitywnymi instynktami i rządzami, myśląc przy tym w tak bardzo ograniczony sposób, co sami jako rodzaj ludzki udokumentowaliśmy podczas przemijania wielu kolejnych pokoleń.
Kiedy i w jakich warunkach człowiek zaczyna psuć się intelektualnie?
Walki zwierząt o teren nie przynoszą tak opłakanych strat, jak walki ludzi zarówno o teren jak i o bogactwa i władzę. W każdym zwierzęcym stadzie prawdopodobnie jest jakaś hierarchia, podobnie jak u ludzi. Główna różnica leży w ich funkcjonowaniu. Oczywiście i zwierzęta potrafią być okrutne i brutalne w obrębie własnego gatunku, ale człowiek w takich sytuacjach, często wchodzi na zupełnie inny poziom. Można by powiedzieć, że okrucieństwo jest swego rodzaju defektem umysłowym i potrafi objawić się u każdego jeśli zaistnieją odpowiednie okoliczności. Ponownie zgłębianie sytuacji, wydaje się być rozwiązaniem i środkiem zapobiegawczym takim sytuacjom.
Równie często marzymy o jakiejś utopii, każdy ma własną wizję, a jedynym rozwiązaniem jest kompromis. Kompromis natomiast wyklucza istnienie utopii. To oznacza, że utopia jest tak samo nieosiągalna jak osiągnięcie stanu idealnego, a jednocześnie wydaje się, że należy dążyć do obydwu stanów, kierując się rozsądkiem.