Sztuka zachowania powściągliwości

Sztuka zachowania powściągliwości, może okazać się bardzo pomocna w relacjach z innymi ludźmi. Zachowując powściągliwość możemy dotrzeć do sedna sprawy, robiąc tak naprawdę bardzo niewiele, czyli np. pozwolić drugiej osobie mówić, a tym samym dać jej możliwość przekazania nam informacji. Emocjonując się lub niecierpliwiąc, możemy spowodować wycofanie się drugiej osoby z inicjatywy, którą do tej pory miała. Takie pospieszne zachowanie może też spowodować pewnego rodzaju ostrożność, nawet podświadomą, przez co osoba, z którą rozmawiamy, może zacząć się zastanawiać nad naszymi intencjami, być może dlatego, że nie uważa owej sprawy, za wartą zbytnich emocji. Szczere intencje nie pomagają, jeśli zbytnio okazujemy zaangażowanie. Ludzie uważają wiele spraw za nie wartych zaangażowania i dopóki nie poznamy przyczyn takiego podejścia, to do tego czasu lepiej zachować powściągliwość i zważać na dobierane słowa, szczególnie jeśli rozmawiamy z nowo poznaną osobą.
Czy powściągliwość oznacza chłód i nieprzystępność? Niekoniecznie. Jeśli słuchamy uważnie naszego rozmówcy i podtrzymujemy rozmowę w miłej atmosferze, nie ma powodów abyśmy zostali uznanie za osoby chlodne. Powściągliwość jest tu tylko narzędziem do samokontroli, która w kontaktach społecznych, szczególnie odznaczających się wysoką kulturą osobistą jest wręcz porządana, pomaga okiełznać nadmiar ekscytacji lub podobnych stanów, które w towarzystwie mogą być źle odebrane. Powściągliwość jest również pomocna u dzieci, jednak one ze względu na młody wiek, a co za tym idzie naturalną skłonność do emocjonowania się, może być dość trudna do wdrożenia w życie.
Jeśli nauczymy się powściągliwości, to i jej stopień możemy kontrolować i obserwować jakie przynosi efekty w kontaktach z innymi ludźmi. Od delikatnej ledwo zauważalnej powściągliwej postawy, kiedy jedynie uchodzimy za bardziej rozważne osoby, po wręcz surową powściągliwość, kiedy można nas odebrać jako osoby zimne, oschłe, tajemnicze.
Do każdego stopnia powściągliwości można dodać odpowiednie gesty lub słowa aby zmienić owe wrażenie i tak mocna powściągliwość wraz z ciepłym życzliwym uśmiechem, nie powinna wzbudzić w towarzystwie wrażenia, jako byśmy byli osobami zimnymi czy oschłymi, ale może nadać odrobinę przyciągającej tajemniczości, przyciągając tym samym zainteresowanie, jaka jest nasza opinia w danej kwestii.

Miłość i szczęście

Czym jest miłość wobec zauroczenia? Czym jest szczęście wobec radości?
Czy nie nadużywamy niektórych pojęć, nie zastanawiając się nad ich znaczeniem?

Szczęście nie jest uczuciem, lecz stanem, który osiągamy poprzez wewnętrzną harmonię, równowagę. Jeśli nasz krąg życia, naszych spraw, osiągnie balans, wtedy jesteśmy szczęśliwi. Jest to stan stabilny, nie gwałtowny, nie dodaje ogromnych ilości energii jak radość czy zauroczenie. Bardziej pasowałoby powiedzieć, że daje zadowolenie z życia. To swoiste pogodzenie się z różnymi ograniczeniami, odpuszczenie bezsensownej walki, strat energii, na rzecz budowania swojego wnętrza. Szczęście, w odróżnieniu od pomyślności, zrządzenia losu, nie sprawia, że zaczną się dziać w naszym życiu niezwykłe rzeczy w postaci cudownych znalezisk itp. Całe życie stanie się niezwykłe, a my staniemy się niezwykli dla innych, a dzieje się to, właśnie za sprawą osiągnięcia wewnętrznej równowagi, a co za tym idzie wewnętrznego spokoju, co jest odbierane przez innych ludzi pozytywnie.
Radość jest uczuciem gwałtownym, równie szybko się kończy jak się zaczyna. Daje zdecydowanie mocniejsze doznania niż szczęście, ale nie sposób jej utrzymać. Chociaż wzbudzać ją częściej, a do tego bardzo pomocne jest szczęście.
Podobnie jest z miłością, która bardziej przypomina wytrwałe dążenie do celu, niż wielką niezwyciężoną siłę. Jest to chyba stan, który najtrudniej zrozumieć, a jeszcze trudniej opisać. Czy nie wydaje się, żeby miłość była akceptacją wad drugiej osoby? Rodzice kochający swoje dzieci, dzieci kochający rodziców, oraz miłość ukochanej, ukochanego, miłość siebie samego.
Dużo łatwiej jest kochać siebie samego, gdy osiągniemy wewnętrzną równowagę czyli szczęście, przez co wydaje się jakby oba te stany były nierozerwalnie ze sobą związane. Tak nie jest. Gdy wewnętrzna równowaga zostanie zakłucona, możemy utracić stan szczęścia, a jednocześnie zachować miłość. Łatwiej jest osiągnąć miłość drugiej osoby kiedy kochamy samych siebie, kiedy szanujemy siebie, gdy się akceptujemy. Każdy posiada wady i należy nad nimi pracować, dążyć do nieosiągalnej perfekcji, byle z rozwagą. Samoakceptacja tutaj, nie jest bezkrytycznym podejściem do własnego “ja”, to zrozumienie niedoskonałości, to wyciąganie wniosków z porażek. Dlatego, jeśli umiemy to zrobić odnośnie siebie samych, to wobec innych też jest to możliwe.
W przypadku zauroczenie, tracimy jasność umysłu, rozpiera nas radość i energia, czujemy przypływ sił, a wiele rzeczy przestaje mieć znaczenie. Przy tak silnym bodźcu, jakim jest zauroczenie, niedostrzegamy wielu rzeczy w drugiej osobie, a jeśli siebie nie kochamy, to ta osoba może wydawać nam się lepsza od nas samych. Może to prowadzić do miłości, ale równie dobrze, może się skończyć wraz z wygaśnięciem emocji, podobnie jak w przypadku radości. Podobnie i tutaj można podtrzymywać ten stan, dzięki miłości właśnie, oraz szczęściu. Może nie będzie to tak mocne doznanie, jak za pierwszym razem, ale można zauroczenie rozbudzać i powtarzać latami. Trzeba jednak to czynić świadomie, pracować nad tym, by podtrzymać lub powtarzać zauroczenie, a często wystarczą do tego drobne gesty, wyrzeczenia, ale przede wszystkim szczerość.

Subiektywne spojrzenie na czas

Coś mi chyba umknęło, w mgnieniu oka minęło dwadzieścia lat. Nie czuję żeby czyniło mnie to starym, w żaden sposób i wciąż zastanawia mnie, dlaczego nawet młodsze osoby uważają się za stare. Czy one inaczej odczuwają przemijanie, czy może jest to kwestia odbioru wszystkiego co nas otacza i podejścia do życia, może to kwestia ogólnej kondycji fizycznej. Chociaż nie, nawet w bólu, który towarzyszy mi od lat, nie czuję się stary, więc jak to jest? A przez siedem ostatnich lat, nie nauczyłem się niczego. Niczego wartościowego, a jeśli wiedza czy informacje jakie posiadamy, nie przynoszą ze sobą wartości, są bezużyteczne, stając się niczym, tracimy czas. Patrząc na to jak szybko potrafi minąć i ćwierć wieku, naprawdę zbyt często tracimy czas na bzdury. Zgadzam się, że czasami i one są nam potrzebne, chociażby żeby odpocząć od ciągłego trudu i powagi. W życiu potrzebna jest równowaga, co oznacza, że nie można być ciągle poważnym lub ciągle się bawić. Jednocześnie dostrzegam, że na przestrzeni ostatnich lat, niewiele zrobiłem. Podejmuję próbę nadrobienia zaległości, ze świadomością, że nie zmieni to niczego, ponieważ nie zabiorę ze sobą do grobu niczego, ani zdobytej wiedzy, ani materialnych dóbr. Czy cała nauka jaką zdobywamy zmienia życie przyszłych pokoleń na lepsze? Czy jest tak rzeczywiście? Czy filozofia robi coś więcej, poza zadawaniem pytań? Robimy wiele rzeczy dla samej radości, dla satysfakcji chwili, po której może przyjść frustracja. Z tego właśnie powodu dobrze jest czasem zadać sobie kilka pytań. Dlaczego podejmujemy trud, po co chcemy zdobywać cel i co stanie się, jeśli zawiedziemy. Jeśli tak się stanie, to kto będzie najbardziej rozczarowany? Jeśli my, to chyba czas zmienić podejście. Dla kogo robimy to co robimy, dla czyjej satysfakcji, jaki mamy cel? Robimy coś dla siebie, czy pomagamy komuś innemu, kto sam sobie pomóc nie może? Robimy coś z miłości, kierujemy się uczuciem, okazuje się, że miłość jest słabością. Czy jest w dzisiejszym świecie miejsce na słabość? Po którymś już rozczarowaniu, myślę, że nie warto szukać miłości u drugiej osoby, nie warto okazywać słabości. Co nie oznacza, że miłość jest zła, jedynie sposób w jaki jej doświadczamy i okazujemy może być niewłaściwy, złudny i ostatecznie bolesny. Chyba, że potrafimy ocenić czy warto przed drugą osobą odsłonić się, jeśli mamy pewność, że tej drugiej osobie możemy zaufać, że i ona kocha nas tak samo szczerze jak i my. Trzeba w tym wszystkim jeszcze trochę znać się na ludziach. Ja nie znam się ani trochę, zbyt łatwo ufam, nie dostrzegając, lub nie chcąc dostrzec co kryje się pod postacią gestów, uśmiechów czy słów. Usprawiedliwiam każdy niepokojący gest.
Tak, więc minęło już dwadzieścia lat, a ja nie nauczyłem się niczego…
Żyję wciąż marzeniami i nadzieją.

Amatorszczyzna

Nikt nie przeżył swojego życia kilka razy, dlatego jesteśmy amatorami, a w wielu sprawach mamy tylko jedną szansę. Zapewne nie raz każdy sobie pomyślał, gdybym miał kilka… lat mniej i wiedzę, którą posiadam teraz to zrobiłbym coś,co już się w moim życiu wydarzyło zupełnie inaczej. Ale nie mamy takiej możliwości i pozostają nam w sumie dwie opcje.
1 postępować najlepiej jak potrafimy, wykorzystując zebraną wiedzę i doświadczenie życiowe.
2 uświadamiać młodsze pokolenia w szybkości przemijania i nieodwracalności zachowań, szczególnie jeśli chodzi o kontakty z innymi ludźmi.
Nie mamy możliwości zrobienia restartu, rozpoczęcia wszystkiego ponownie, a do tego pamiętając jaki skutek przyniosła nasza reakcja. Poza tym, jeśli my byśmy pamiętali, to i pozostałe osoby, posiadały by te informacje, wiedzę wspomnienia itp. Czyli wracamy do punktu wyjścia jakim jest nieodwracalność skutków zachowań w kontaktach z ludźmi. Innymi słowy, jest to kwestia tego, co możemy zrobić z tym co mamy na chwilę obecną. Jak poradzić sobie z tym co nas spotyka mając obecną wiedzę, doświadczenie i przy nieustannie uciekającym czasie.
Interesujące jest założenie, że faktycznie możemy rozpocząć życie na nowo, od zera, czy nawet od pewnego, wybranego momentu. Prawdopodobnie zyskali byśmy możliwość zmiany jednej, bądź nielicznych sytuacji. Tym bardziej, że zapewne cofnęli byśmy się do pewnych kluczowych wydarzeń z własnego życia, a zmiana ich skutkować by mogła niepowtarzalnością kolejnych wydarzeń jakie znamy. Sprawilo by to, że kolejny raz doświadczalibyśmy nowych sytuacji.
Czy zatem efekt “dnia świstaka” dał by możliwość abyśmy przestali być amatorami życia, nabrali doświadczenia przerabiając wciąż na nowo powtarzające się wydarzenia? Oznaczało by to równoległy świat, równoległą rzeczywistość dla każdego z osobna. W pewnym stopniu tak jest, ponieważ znamy tylko swoje myśli, potrzeby, pragnienia, nawet jeśli wykazujemy się empatią i zrozumieniem potrzeb innych osób, to ciągle pozostajemy w granicach własnej rzeczywistości i postrzegania otaczającego nas świata z własnej perspektywy. Nawet jeśli jesteśmy podatni na narzucanie nam zdania innych osób, nawet jeśli podążamy za modą, trendami itp., dalej wszystko odbywa się z naszej własnej perspektywy. Jak siebie postrzegamy, a jak innych? Czy postrzegamy ich przez pryzmat własnej osoby oraz zdania o sobie? Jak często krytycznie patrzymy na innych lub na siebie, podczas gdy cała reszta widzi to samo w zupełnie inny sposób? Jak często idealizujemy siebie lub innych, opierając się tylko na tym, co nam się wydaje? Jak często rzeczywistość okazuje się być zupełnie inna, od naszych wyobrażeń?
Teoretycznie, wraz z wiekiem, coraz mniej rzeczy jest w stanie nas zaskoczyć, ale nigdy nie jesteśmy przygotowani na wszystko i okazuje się, że co chwila jesteśmy zaskoczeni i nie przygotowani na to, co nas spotyka.
Jesteśmy amatorami życia, bez wpływu na to, co życie nam przynosi, lub inaczej, czym nas zaskakuje. Wpływ mamy jednak na to, co z tym zrobimy, a to już bardzo dużo.

Późny start

Porównując tytuł do wyścigu, można powiedzieć, że późny start pozbawia możliwości wygrania. Ewentualnie skutecznie to utrudnia, w końcu inni mają znaczną przewagę, skoro ruszyli wcześniej.
Szczególnie jeżeli inni wystartowali wiele lat wcześniej…
Można też z tego powodu zupełnie zrezygnować, z tego czym chcielibyśmy się zająć, skreślając własne możliwości już na starcie, zanim jeszcze podejmiemy jakiekolwiek działania. Doskonale to rozumiem, ponieważ sam postępowałem w ten sposób wielokrotnie. Nadal tak często postępuje, powodów jest całe mnóstwo, aby nie podejmować działań. Największymi przeszkodami są ból i strach, oraz złe doświadczenia (czyli ból, ale innego rodzaju). Jednak późny start nie oznacza samych przeszkód jakie spotykamy na swojej drodze. Jeżeli zaczynamy działać w jakiejś dziedzinie później niż inni, to często towarzyszą nam inne cele, inna motywacja, oraz doświadczenie jakie w ciągu naszego życia zdobyliśmy. Pytanie pozostaje, co możemy teraz z tym wszystkim zrobić, aby obrócić to wszystko na własny porzytek? Na początek warto określić jaki mamy cel w rozpoczęciu działania związanego z nowym zajęciem, czy nawet ze zmianą sposobu życia np, zmiana diety itp.

Każda zmiana, każde podjęcie działania związanych z rozpoczęciem czegoś nowego, innego, oznacza wyjście ze strefy komfortu i odkrywanie tego, co do tej pory było nam obce. Bardzo często ludzie boją się tego, czego nie znają, nawet jeśli jest to coś co nas interesuje lub fascynuje, to istnieją pewne aspekty, sprawiające, że wcześniej się nie odważyliśmy podjąć działania. Z wiekiem przychodzą różne myśli oraz doświadczenia. Może to być poczucie, że jeśli teraz nie weźmiemy się za to co chcieliśmy już od dawna zrobić, to niedługo z różnych przyczyn może być dla nas już na to zbyt późno. Możliwe, że przez lata zwyczajnie oswoiliśmy się z pewną myślą i już nie jest to dla nas takie straszne. Być może już nic nie mamy do stracenia i dopiero po latach podejmujemy decyzję, że nadszedł czas aby w końcu się tym zająć.
Teoretycznie nigdy nie jest za późno, ale teoria czasami lubi mijać się z praktyką. Dlatego jeśli mamy możliwość aby się zająć tym do czego się przymierzaliśmy już od dłuższego czasu, albo jeśli jest to coś nowego, to trzeba się tym zająć. Życie mija szybko. Jak szybko? Spójrz pamięcią wstecz, co z rzeczy lub wydarzeń, na ktore tyle czasu czekałeś już minęło i jak dawno temu to było. To co się później zmienia w tej kwestii, to tylko przybywające wspomnienia ukazujące prędkość przemijania.

Rozpoczynanie nowego rozdziału w życiu, szczególnie takiego, który chcieliśmy rozpocząć znacznie wcześniej oznacza podejmowanie kolejnych prób i wysiłku. Oznacza mierzenie się z niepowodzeniami, które tkwią w nas głęboko, stwarzając przekonanie, że nie możemy czegoś zrobić. Możemy, co nie znaczy, że to będzie łatwe. Znając siebie samego powinniśmy zdecydować w jaki sposób osiągnąć swój cel, a następnie sprawdzić, czy to faktycznie działa. Możliwe, że dla niektórych osób łatwiejsze okaże się rzucenie od razu na głęboką wodę i instynktownie odnajdą się w nowej roli, szybko wychodząc ze strefy dyskomfortu. Jednak nie zawsze jest to możliwe, np.jeżeli do tej pory styczność ze sportem mieliśmy tylko biernie oglądając daną dyscyplinę. Wtedy w najlepszym wypadku możemy posiadać wiedzę teoretyczną, a być może również ukryty talent. Mimo tego i tak należy zacząć od podstaw, raczej trudno spodziewać się aby taka osoba idąc po raz pierwszy na siłownię czy inny trening dorównała osobom z wieloletnim stażem.
Podobnie w kontaktach z ludźmi a w szczególności z płcią przeciwną. Jeżeli ktoś przez wiele lat z jakichś powodów nie miał kontaktu z ludźmi, sprawia mu wielką trudność nawiązanie kontaktu z kimkolwiek, to trudno oczekiwać, że z dnia na dzień zacznie nawiązywać kontakty z płcią przeciwną. W takim przypadku łatwiej jest zacząć małymi krokami. Z drugiej strony osoby nieśmiałe lub zamknięte w sobie, z problemami w interakcji i komunikacji z innymi, są samodzielne i wyjątkowo zaradne. W ten sposób przystosowały się do potrzeb jakie napotykały do tej pory w życiu. Do tej pory, czyli do momentu kiedy stwierdzają, że nadszedł czas na zmianę.
Ile prób i potknięć, bolesnych doświadczeń i rozczarowań jest potrzebnych aby w końcu się udało, lub aby ponownie wrócić do swojej strefy komfortu? Nie wiem, ale tu zdecydowanie, ten późny start ułatwia zadanie, ponieważ dzięki większej dojrzałości łatwiej jest zrozumieć własne oczekiwania i ewentualne problemy. W pewnym momencie okazuje się, że większość przeszkód jest do pokonania, a niektóre z nich istniały tylko w wyobraźni, wytworzone na skutek rozmaitych obaw. Inne przeszkody czasami można zwyczajnie odpuścić. Nie wszystko musi nam się udać, nie od razu, trzeba się najpierw pewnych rzeczy lub zachowań nauczyć, przywyknąć, zrozumieć pewne zależności.

Podsumowując, można powiedzieć, że późny start jest bardziej dojrzały i trzeba umieć się nim delektować jak dojrzałym owocem.